Hej kochani! Dzisiaj pora na recenzję paletki, na którą dość długo polowałam i trzeba było się na nią wyczekać, a mianowicie - Beauty Killer od Jeffree Star Cosmetics. Na pewno wiele z Was słyszało o Jefree i jego świetnych kosmetykach. Aktualnie mamy w Polsce dwóch dystrybutorów jego kosmetyków - ColorsVibe i od dosłownie kilku dni Minti Shop z czego bardzo się cieszę, bo to duże ułatwienie. Ja akuratnie moją paletkę zamawiałam z oficjalnej strony Jeffree Star Cosmetics ze względu na to, że wyszło mnie to zwyczajnie taniej. Udało mi się ją dorwać w Czarny Piątek za 22,5$(ok. 90zł) + 11$ przesyłka, co dało w sumie ok. 135zł, a w Polsce musimy zapłacić za nią 240zł, więc jest to znaczna różnica mając dodatkowo na uwadze, że do 35$ nie naliczane są opłaty celne. Jej standardowa cena to jednak 45$. Warto śledzić instagrama Jeffree'go(@jeffreestar) i jego sklepu(jeffreestarcosmetics), bo właśnie tam informują o takich zbliżających się promocjach.
Dla osób, dla których ważna jest ta informacja kosmetyki od Jeffree są wegańskie i nietestowane na zwierzętach.
Po otwarciu paletka prezentuje się następująco.
Zawiera 10 cieni o różnych wykończeniach. Są bardzo przyjemne w dotyku, nie są suche, tylko takie masełkowe, mają cudne kolory i bardzo dobrą pigmentację. Wielki plus za duże lusterko, świetnie sprawdziłoby się w podróży.
Jeszcze taka ciekawostka. Cienie skomponowane są tak, by patrząc na nie czwórkami współgrały ze sobą i tworzyły ładny makijaż, ale oczywiście nie jest to wytyczna jak ich używać tylko taka dodatkowa pomoc np. dla osób, które dopiero zaczynają z makijażem i nie mają jeszcze wyrobionego, co będzie ze sobą dobrze wyglądało. [przykładowa czwórka dla jasności: Princess, Violence, Confession, Vanity]
Swatche prezentują się następująco. Jak sami widzicie pigmentacja cudo(jedno pociągnięcie), miałam nawet problemy żeby zmyć je z ręki bez żadnej bazy oczywiście. Po bazie wyglądają jeszcze lepiej, kolory są bardziej wydobyte, długo się utrzymują, czego chcieć więcej. Blendują się bez problemu, nie robią plam, lekko czasem coś się osypie, ale to znikome ilości, nie ma np. takiego problemu jak z Tarte In Bloom, że przy nakładaniu kolejnego cienia ten wcześniejszy zanika(o tym też na pewno jeszcze pojawi się post, bo jednak bardzo mnie to zawiodło patrząc na cenę tej paletki). Podoba mi się to, że paletka jest tak bardzo zróżnicowana; można nią śmiało wykonać codzienny, jak i wieczorowy makijaż, bardzo przemyślane.
Za niedługo premierę ma druga paletka JSC Androgyny(dokładnie 04.03.2017r. o 10am czasu pacyficznego, czyli u nas jest to godzina 19) i po doświadczeniach z tą na pewno się na nią skuszę. Również ma piękne kolory, a dodatkowo Jeffree udoskonalił formułę, więc nie mogę się doczekać.
Za niedługo premierę ma druga paletka JSC Androgyny(dokładnie 04.03.2017r. o 10am czasu pacyficznego, czyli u nas jest to godzina 19) i po doświadczeniach z tą na pewno się na nią skuszę. Również ma piękne kolory, a dodatkowo Jeffree udoskonalił formułę, więc nie mogę się doczekać.

































